Zabieram


Każda podróż chowa tęsknoty do szuflady.

Dzisiaj byłem, jak to często robię po południu w moim barze. Atmosfera była miła, zamówiłem coś do jedzenia i w oczekiwaniu na realizację, ucieszyłem się kolejny raz dzisiaj, że ONA czeka. Tak po prostu żyje swoim życiem, a ja gdzieś na drugim końcu też i …a czeka.

Wieczorem poklikałem z NIĄ w matrixie, co stało się już codziennością. Ustaliliśmy sobie własne hasło, jakby ktoś chcący chciał się podać za któreś z nas. Była zmęczona i szybko poszła spać, a ja zostałem sam ze swoimi myślami o NIEJ. Przez jakiś czas przygotowywałem moje sprawy zawodowe na kolejny dzień i poszedłem też spać. Bardzo lubię ten stan, kiedy wczoraj płynnie przechodzi w jutro.

Śniło mi się, że jadę bardzo szybko autostradą. Muzyka wibruje wraz pulsującym krajobrazem. W oddali zobaczyłem przyjemny zjazd przy lesie, a mrugające słońce zachęciło mnie do zatrzymania. Zjechałem aby „przytulić” samochód do mokrej zieleni lasu. Siedziałem tak przez dłuższą chwilę, jakbym jechał dalej trzymając się kierownicy. Szybkie trzaski stygnięcia silnika informowały mnie, że czas jednak się nie zatrzymał. Popatrzyłem na radio, które się cicho samo włączyło i wiedziałem, że ON tu jest. Nie patrzyłem na NIEGO, czułem, że przekaże mi cos ważnego. Długo się nie widzieliśmy, od czasu gdy ponownie wróciłem. Nie patrząc na NIEGO wiedziałem, ze chce coś powiedzieć. Westchnął…

– Widzimy się ostatni…
– Tak, ostatni raz, odpowiedział szybko.
– Co dalej, zapytałem?
– Wiesz, szef jest z Ciebie bardzo zadowolony, pomogłeś nam. Obiecałem Ci, że będziesz bardzo szczęśliwy i oto jesteś, pamiętasz?
– Tak, jestem i to bardzo… Nie spodziewałem, się takiego obrotu sprawy. Jestem maksymalnie zaskoczony!
– Posłuchaj, po długim czasie waszego czasu, gdy następnie TY będziesz na NIĄ bardzo krótko czekał, spotkamy, się razem i wtedy nierozpoznawalne będzie też waszą radością. Rozumiesz?
– Tak, odpowiedziałem.
– To dobrze, nie martw się tym co wg Ciebie jest trudne i niemożliwe, bo dla nas to nie istnieje. Jedź prosto do celu…
Uśmiechnął się, poczułem jakby wszechstronny powiew wiatru, choć samochód nie miał otwartych okien, ani drzwi i go nie było…

Zrobiło mi się smutno, lecz po chwili odczułem jakby ulgę motyla porzucającego kokon i lecącego w piękno nieznane. Jechałem przecież do NIEJ i miałem lekką tremę, ale co to jest wobec nadchodzących lat niesamowitych codzienności. Tyle spraw i radości przed nami…
Jadę prosto do celu!

Obudziłem się zadowolony z życia. Wysłałem do niej shorta i zacząłem się przyzwyczajać do nadchodzącego dnia.

Zabieram Cię w naszą podróż!