Serducho 31.01.2008


Serducho

Pojawiłem się tutaj dla samego siebie.

Wracam do domu, jestem zmęczony, jadę metrem, na stacji Bikini wsiada sporo osób. Opieram głowę na rękach i rozglądam się po reklamach. Jakaś firma reklamuje środek na serce…
Naprzeciwko mnie usiadła bardzo ładna dziewczyna ubrana na czerwono. Było w niej coś intrygującego, jakieś niesamowite sprzeczności. Jej twarz bardzo piękna, była jednocześnie jak posąg o zimnym spojrzeniu. Coś w rodzaju monumentu z Wysp Wielkanocnych. Hmmm, chciałem ją poznać bliżej, więc musiałem zamknąć oczy, abym nie widział jej przez pryzmat tylko urody. I wtedy zobaczyłem je. Ogromne wielkie Serducho. Bardzo duże z wieloma ranami. Qrcze pomyślałem strach w ogóle się odezwać. Było takie duże, że widziałem jak pływają po nim emocje i myśli. Jak pulsują nie zagojone rany… W końcu się przemogłem i zapytałem – serducho źle Ci, przytulić Cię? – Nie, nigdy…padła chłodna odpowiedz. Przykro mi się zrobiło, ale w tej suchej odpowiedzi poczułem jednak jakiś promyczek ciepła. Jakby ktoś krzyczał wbrew sobie, żeby bardziej na siebie zwrócić uwagę. Poważna sprawa, widać ogromne rany, bałem się poruszyć, bo mógłbym coś uszkodzić. Kiedy otworzyłem oczy dziewczyna dalej siedziała jak posąg i patrzyła w dal. Pomyślałem sobie – Boże ona ma tak wielkie serducho, którego nikt nie widzi tylko ja. Dlaczego tak jest? Czemu ja je widzę?
Na kolejnej stacji dziewczyna wysiadła, a na jej miejscu nikt nie usiadł. Ponownie zamknąłem oczy i dziwna sprawa – serducho dalej tam było. Obraz nie był taki wyraźny, ale to było to ogromne serducho. Unikałem spojrzenia w to miejsce – czułem jednak ze serducho patrzy na mnie, coś analizuje wyciąga jakieś wnioski. Tak jakby chciało coś powiedzieć, ale w jakimś kosmicznym języku. Pomyślałem sobie, że myśli o mnie , że jestem głupi i że go nie zrozumiem. Ja natomiast zastanawiałem się jak dać znać, że cos widzę, czuje… Nagle pojawiła się moja stacja – popatrzyłem na miejsce gdzie była dziewczyna – obraz serducha zniknął. Wysiadłem, poszedłem do domu i siadłem do matrixa. Zacząłem szukać – serducho to , serducho tamto, ciągle wyskakiwał tekst – „daremne żale , próżny trud, bezsilne złorzeczenia, przeżytych kształtów żaden cud nie wróci do istnienia. Świat wam nie odda idąc wstecz znikomych mar szeregu – nie zdoła ogień ani miecz powstrzymać myśli w biegu…” O co chodzi – zacząłem się zastanawiać. Nie mogłem zasnąć całą noc. Było mi jakoś smutno i zacząłem płakać. W końcu zasnąłem i przyśnił mi się mój znajomy anioł. Sen był bardzo realny. Byłem u niego w domu, a on się przygotowywał do jakiejś wyprawy. Popatrzył na mnie, potem na swoje skrzydła, uśmiechnął się – platynowe lotki wiesz? Najnowsze cacko, żeby się lepiej latało:) Wiedziałem, że pomimo, iż się śpieszy mogę mu trochę pomarudzić. Zapytałem – jak to jest – są ludzie którzy mają ogromne serducha, które są strasznie poranione. Dlaczego tak jest? Zamilkł, chwilę się nie odzywał. Widzisz czasem nawet my tego nie wiemy, ale jedno jest pewne – nadchodzi moment, że rany znikają i jest ogromna radość. A kiedy jest ten moment, zapytałem? A dlaczego pytasz – odpowiedział pytaniem? Powiedziałem mu o spotkaniu w metrze. Hmmm, dziwna sprawa, wiesz? Ten moment zagojenia ran przychodzi, np. wtedy gdy ktoś widzi takie serducho. Zazwyczaj widzą to anioły. To dziwne, że je zobaczyłeś. Stąd wniosek, że możesz zagoić te rany, ale nie jesteś aniołem i potrzeba ci dużo wytrwałości oraz odpowiedzialności. Dzisiaj ludzie tylko w pusty sposób karmią zmysły, dlatego mają przytępione uczucia. Musisz się czymś wykazać, np. rzuć palenie. To co mam zrobić – zapytałem? Znajdź tą dziewczynę, dowiedz się gdzie ona jest. Ale jak ją znaleźć – zapytałem. Musze lecieć powiedział, jeśli chcesz się tego podjąć, pomożesz nam, więc pomożemy Ci ją odszukać… Trzymaj się powiedział i odleciał…
Obudziłem się, otworzyłem okno, był ładny słoneczny dzień, a ja jak zwykle spóźniony… Sięgnąłem po moich „przyjaciół” papierosa i redbulla…