Serducho 16.02.2008


Serducho 16.02.2008

Każda nuda powstająca z bólu jest wielka.

Dzisiaj nasyciłem swoje palce kolejnymi bąblami od grania na basie, co pozwoliło mi na zmianę planów i zajęcie się czymś innym. Z nudów usiadłem do matrixa i zacząłem szukać znajomych z dawnych lat. Trafiłem kumpla, z którym nie miałem najmocniejszych relacji w danych czasach, ale okazuje się, że bardziej się rozumiemy, niż z tymi którzy byli wtedy naszymi faworytami. Na tak to jest, życie zmienia ludzi i sprawia różne „zaskakanki”. On zawsze był otoczony murem fajnych dziewczyn, więc pomyślałem, że zna się na komunikacji z kobietami jak nikt inny. Zadałem mu początkowy zestaw pytań w stylu – „jak leci, jak żona i dzieci?” . Kiedy już wszystko się odpowiedziało, zapytałem go o swój przypadek. Opowiedział mi swoje scenariusze, a na koniec powiedział, że tak naprawdę to nie ma żadnego klucza, który byłby choć trochę uniwersalny dla każdego. Wtedy dotarło do mnie, że każdy z nas jest takim reżyserem życia i w zależności jaką sytuację wytworzy, tak potem musi to kręcić. Powiedzmy, że on jest skuteczny w poznawaniu dziewczyn, ale on sam kreuje sytuacje, które opanował do jakiejś tam perfekcji. Jest jak np. sportowiec, który na bazie jakiś bodźców, wie kiedy zwolnić, a kiedy przyspieszyć. On zaczyna w takich miejscach i sytuacjach, gdzie czuje się dobrze. Nie musi kierować się przypadkiem, czy zaskoczeniem. U mnie sprawa jest bardzo nietypowa, wiem tylko ja i anioł. Dobrze, że ON ostatnio się nie odzywa, bo czuję, że moja misja z serduchem trochę zwolniła tempa i czeka mnie poważna rozmowa z NIM.