Serducho 14.02.2008


Serducho 14.02.2008

Nieobliczalna magia mocy.

Tak łatwo jest wszystko zniszczyć…
Pozamykać wszystkie okna i udawać, że za oknem świeci słońce.
A jednak mnie dopadła…
To jest tak, jak myślisz o kimś, że to, że tamto. Gdy spotykasz tego człowieka, twarzą w twarz, zmieniasz momentalnie zdanie, albo nie masz siły myśleć o nim, tak jak przed spotkaniem.
Znowu zacząłem myśleć o miłości, że jest tylko ckliwym stanem ducha, jakimś obrazem chemicznym, wyliczonym przez tych od szkiełka i oka…
Już zacząłem się cieszyć, że uwolnię się z tego stanu. Zacząłem gromadzić argumenty i co?
Przyszła powoli, rozlała się w moim pokoju, pozamykała wszystkie wyjścia, a ja siedziałem unieruchomiony na krześle i nie mogłem nawet nic powiedzieć. Przez głowę przelatywały mi jakieś niby prorocze sceny z filmów grozy – typu, co za chwilę się stanie… Ale to było głupie i dziecinne, to tak jakby stanąć przed ogromną górą, która nic nie mówi, a jednak jej się boisz. I ona nic nie mówiła. Wypełniła całe moje ciało i dopiero wtedy zrozumiałem, że nie ma ucieczki, że jestem tylko pyłkiem zdmuchniętym przez jej wiatr. Jestem tylko jednym z liści, z jej drzewa, który teraz szybuje, tam gdzie ona chce. Jestem strumykiem, który pędzi na spotkanie z oceanem jej dobroci.
Zrozumiałem, że ja i dziewczyna to przeznaczenie. Wiem, że teraz jest czas moich starań, bo dziewczyna jeszcze nic nie wie, potem ona mi pomoże, jak będę upadał…