Serducho 07.02.2008


Serducho 07.02.2008

Sprzątanie to sztuka zbierania nowych rzeczy.

Dzisiaj cały dzień leje, więc zanosi się na siedzenie w domu. Pomyślałem, że zrobię trochę porządków. Zacząłem od matrixa, posprzątałem spamy, o których myślałem, że się kiedyś przydadzą. Przypomniał mi się ten sklep, gdzie kupowałem moją profi siódemkę i stwierdziłem, że do edycji filmu trzeba by jakiś soft kupić. Zacząłem szukać i znalazłem dwa fajne programy – na dodatek specjalne robione pod firmę mojej 7. Super, pomyślałem i wybrałem opcję kup online. Programy kupione, teraz tylko trzeba nauczyć się nimi kroić, to co na taśmie nagrałem. Zabawa na cały dzień. W międzyczasie okazuje się, że przenikanie pociętych scen to efekt prosty jak bajka. A ja oczywiście szukałem, ale nie z tej strony. Czas mija, ja przerabiam obrazy współczesne, na takie co w starym kinie kiedyś grali albo dodaje deszcz do słońca… Muszę iść spać, bo znowu zasnę, gdy wszyscy wstają.

Nadchodzi mój przyjaciel sen. Jestem w kosmosie. Widzę wszystkie planety naszego układu. Przeczuwam, że stanie się coś dziwnego. Słyszę porykujące echo jakiś niesamowitych naprężeń. To taki dźwięk, jakby za chwilę miała runąć jakaś ogromna wieża, albo zawalić się miała jakaś gigantyczna stalowa konstrukcja. Widzę, jak nasze planety ustawiają się w jednej linii względem słońca. Nadchodzi mega zaćmienie, pomyślałem. I tak też się stało – to porykujące echo niesamowitych dźwięków zaczyna być coraz głośniejsze. Przypomniałem sobie o kamerze, ale przecież ona została na ziemi. Nadchodzi jakieś przesilenie, jakby nagle wszystko miało się urwać i skończyć. A może to jakiś początek pomyślałem i w tym momencie usłyszałem taki trzask, jakby ktoś starym aparatem  robił zdjęcie i strzelił odpalaną lampą błyskową oraz zobaczyłem niesamowity blask.

Uff, dobrze, że to był tylko sen pomyślałem…