Powrót


Pod mostem myśli płynie rzeka moich namiętności.

Powrót
Ocknąłem się nad brzegiem jeziora. Było już całkiem jasno, leżałem przy wygasłym ognisku, w ręku trzymałem kij, który znalazłem w nocy. Bolała mnie klatka piersiowa, bo widocznie spałem na jednym z tych kamieni, co są wokół ogniska.
Okolica całkiem przyjemna. Podszedłem do brzegu – czysty i widoczny piasek przez wodę, zachęcał do kąpieli. Wyrzuciłem zbędne ubranie i zrobiłem parę rund w ciepłej i krystalicznie czystej wodzie. Leżałem sobie tak na brzegu i patrzyłem w lekko upierzony błękit nieba. Słońce pomogło mi w wykruszeniu zbędnego piasku, którym pokryłem się leżąc na plaży. Urocza okolica, pomyślałem, chciałbym tu kiedyś przyjechać z NIĄ i z naszymi dzieciakami. Dzień powoli wchodził w popołudnie i słońce zaczęło odbijać się w szybach cudownej maszyny. Uspokoiłem się, że mam czym wracać do miasta. Po kolejnej drzemce było już ciemno, otrzepałem ubranie z piasku i uruchomiłem helikopter. Drążek do góry i świetlista tafla jeziora przypomniała mi, o tym cudownym miejscu, na pożegnanie zatoczyłem koło, płaski przycisk i za pięć minut wylądowałem obok hali.

Obudziłem się była już 19, więc musiałem spać prawie 20 godzin. Wstałem, nakarmiłem zmysły głodu i pragnienia. Za dwa tygodnie, będziemy kręcić sceny w klubie muzycznym, co ja przez ten czas będę robił, pytałem sam siebie? Zobaczyłem mój nowy bas, który oczekiwał abym się nim zajął. Nie jest źle, pomyślałem, jednak stałem się bardziej niecierpliwy niż kiedyś…