Category: Złość
Pozamykałem okna w pokoju swoich marzeń.
Wydawało mi się, że jestem taką szybującą piłką, wykopaną przez bramkarza na meczu piłki nożnej. Kiedy już osiągnąłem szczyt swojego lotu, to wokół mnie pojawiło się ogromne koło, kształtem przypominające dętkę rowerową. Całość wirowała wokół mnie i w miejscu gdzie jest jakby wentyl tego koła zrobił się otwór, wtedy moja świadomość została tam wciągnięta. W środku był lekki półmrok i tylko jakieś holograficzne obrazy przelatywały przez moje jestestwo. Domyśliłem się, że coś lub ktoś, chce mi przekazać ważną informację. Obrazy, które pojawiały się były jakby pamiątkami z podróży na naszej planecie, morza, góry, lasy, takie przyjemne widoki. W pewnym momencie zamiast tych obrazów pojawiły się napisy. Padło pytanie:
- chcesz wrócić?
- nie, odpowiedziałem myślą,
- dlaczego zapytał napis?
- jest mi dobrze teraz, wystarczy mi JEJ zdjęcie, aby być szczęśliwym, tam na ziemi są uczucia, dobre i złe,
- jakie?
- miłość jest dobra, ale pojawia się złość, karmiona niemocą i to jest złe. Tutaj nie musze się o to martwić.
- dlaczego ONA była dla Ciebie tak ważną kobietą?
- bo była jak ktoś z mojej krwi, jak moja najbliższa rodzina, jak moje własne ciało. Moja dusza się cieszyła, kiedy ją widziałem. Jako człowiek nie umiałem tej radości powstrzymać, choć to wszystko wydawało się bez sensu. Kocham JĄ i chce dla niej dobrze, dlatego cieszę się, że to się tak właśnie skończyło.
- co to jest miłość, zapytały napisy?
- miłość to jest odnalezienie dalszego ciągu swoich myśli, kochasz kogoś nie za to jak wygląda, kim jest, kochasz most na którym spotykają się wasze odczucia i wiesz, że chcesz być z tym kimś, nawet wtedy gdy zwiędnie jego kwiat urody.
- czy sądzisz, że zrobiłeś wszystko, aby wasze myśli były w rezonansie?
- tak, odpowiedziałem po chwili zastanowienia,
- my sądzimy, że jednak nie…
- wracasz! – zapadł krótki wyrok..
Zanim zdążyłem cokolwiek pomyśleć, moja świadomość rozsypała się jak piasek we wszystkich kierunkach.
+++
The Matrix Trilogy
Mój lot trwa już tyle lat, a dopiero teraz znalazłem miejsce do lądowania.
Dzisiaj zrobiłem sobie wolne. Wspominałem wczorajsze nagranie, mieliśmy naprawdę ciężki dzień. Udało się nam zrobić prawie 3 godziny materiału. Zgrałem wszystko z kamery do komputera i nawet to zajęło mi sporo czasu. Cały czas w myślach słyszałem JEJ głos, jak opowiada o swoim życiu. Byłem zmęczony i chciałem się zanurzyć w swoim śnie.
Niespodziewanie szybko mi się to udało.
W moim śnie siedziałem w jakiejś ogromnej i przyciemnionej hali. Było bardzo cicho i chyba środek letniej nocy. Miarowe kroplowanie, po niedawnej burzy z dziurawego dachu tego budynku, doprowadzało mnie do szału. Nagle po chwili usłyszałem narastający rytmiczny bełkot wirników helikoptera, który pieścił moje uszy. W pewnym momencie wszystko ucichło. Wyszedłem z tej hali idąc w kierunku tych dźwięków. W pobliżu głównego wejścia wylądował kosmicznie wyglądający helikopter. Podszedłem bliżej, ale w środku nie było pilota. Pojazd miał 2 miejsca z przodu i dwa z tyłu. Z przodu obok miejsca pilota siedziała Nadzieja, z tyłu Złość i ON. No, lepiej już być nie mogło i zanim zdążyłem coś powiedzieć usłyszałem od Niego stanowcze:
- leć!
- gdzie zapytałem, chociaż, się domyślałem?
- Serducho, powiedział, masz pół godziny, żeby je znaleźć,
- Ok, ale gdzie?
Nie usłyszałem odpowiedzi, zacząłem się rozglądać z przerażeniem po kabinie, bo przecież nie jestem pilotem. Założyłem kask z holograficznym monitorem wewnątrz. Pod szybą tego pojazdu nie było żadnych zegarów czy wskaźników – był taki pas dotykowego ekranu jak w mobilnych urządzeniach. Siedziałem po lewej stronie i między mną i Nadzieją był tylko drążek sterowniczy na końcu którego był czerwony przycisk z napisem Start. Po chwili wahania nacisnąłem guzik startowy, usłyszałem miły dla ucha rozgrzewający się bełkot wirników. W tym samym momencie rozjaśnił się dotykowy ekran okalający pół kabiny. Wszystko było genialnie proste i ergonomiczne. Chwyciłem za drążek i pociągnąłem go do góry. Niesamowite, maszyna płynnie zaczęła się wznosić i na wysokości około 100 metrów, za horyzontem betonowego usypiska wieżowców, zobaczyłem startujący świt, w tych swoich sennych rozlewających się barwach. Podniosłem maszynę bardziej do góry i skierowałem się w kierunku tego wschodu. Spojrzałem na Nadzieję i zobaczyłem cichy błysk w jej oczach. To tam pomyślałem i poleciałem z dziobem maszyny ustawionym lekko do dołu. Lecieliśmy tak ze dwadzieścia minut, czas uciekał, a ja czułem, że to nie tu, ani tam. Krajobraz był coraz wyraźniejszy, klocki budowli i mijanych dróg zmieniały się powoli. Popatrzyłem na Nadzieję i zobaczyłem w jej oczach, brak dalszego ciągu tej wyprawy.
Powiedziała mi:
- wracamy,
- nie teraz powiedziałem, sam nie wierząc w swoje słowa.
Pomyślałem o ilości paliwa jakie mamy na pokładzie, za chwilę na dotykowcu pojawiła się cyfra „2 dni bez lądowania”. Na długości czasu około 28 minut lotu, zobaczyłem odblask jakiegoś ogromnego jeziora z wielką piaszczystą plażą. Czułem, że to musi być gdzieś tutaj, ale zostało mi już tylko 2 minuty. Co robić, pytałem siebie? Złość zaczęła już dochodzić do głosu. Byłem wściekły, czułem niemoc. Co z prędkością zacząłem się zastanawiać? Odpowiedź znowu przyszła na ekranie – „leciałeś za wolno”. Lecę wzdłuż plaży, rozglądam się we wszystkich kierunkach, zły sam na siebie. Magiczne 30 minut minęło, Anioł westchnął, a ja w swojej złości leciałem dalej. Nagle na plaży zobaczyłem równoległy napis do linii brzegu:
- Byłam tu, musiałam wracać – Serducho,
Zanim skończyłem czytać, rześka fala rozmyła tekst. Nadzieja zaczęła domagać się głośno powrotu, a Złość darła się:
- przespałeś ważny moment!
- cisza wariatki, zacząłem krzyczeć, będziecie wracać autostopem!
Wylądowałem, kazałem im iść na spacer w prawo. Anioł siedział sobie cicho zanurzony w jakiś ogłoszeniach o nowych lotkach. Ten to ma dobrze pomyślałem. Siadłem koło tej maszyny, czułem jak stygnie powodując rytmiczne trzaskania. Zacząłem bawić się piaskiem, jak małe dziecko. Zrobiłem górkę z mokrego piasku i zacząłem się rozglądać za jakimś patykiem. Popatrzyłem w prawo i zobaczyłem jak Nadzieja ze Złością się kłócą – w sumie zrobiło mi się ich żal. Po lewej stronie zobaczyłem jakiś długi patyk wbity w plażę. Poszedłem w tamtym kierunku. Jak wyciągałem tego kija to zobaczyłem, że przy nim było napisane:
- Będę za tydzień o tej porze – Serd…
Dalsze litery były rozmyte. I to mi wystarczyło, zapakowałem całą wycieczkę do maszyny i wystartowaliśmy. Jednocześnie odkryłem, że trochę poniżej guzika start jest taki płaski przycisk z napisem prędkość, za pięć minut byliśmy przy hali. Z radością zacząłem odliczać godziny do spotkania za tydzień…
+++
Airwolf
Fajna bajka o super helikopterze dla dzieciaków w latach osiemdziesiątych.

