Wyobraź sobie, że jesteś sam w pokoju i świeci się tylko mała lampa. Światło jest ciepłe, przyjazne i bezpieczne. Twoje chaotyczne myśli zaczynają powoli lgnąć do światła, zataczając kółka, o coraz mniejszej średnicy.
Wyobraź sobie, że podpierasz głowę jedna ręką i bezwiednie patrzysz na światło lampy, wspominając przyjemne chwile. Każda z tych chwil uczestniczy w naprędce zrobionym castingu twoich uczuć. Nie wiesz którą z nich wybrać, bo wszystkie są piękne.
Wyobraź sobie, że ta lampa to właśnie ONA, słuchasz jak szeleszczą JEJ promienie, umocowane w tej małej przestrzeni. Zamyślony rozmawiasz z NIĄ o przyszłości.
Kiedy nagle światło zgaśnie bez Twojego udziału, czujesz się ogromnie zagubiony. Nie ma nawet jak tego porównać. Jedno jest pewne, skoro nie świeci ta lampa, nie ma też JEJ i to jest przerażające. Nie ma nic, wszystkie plany, uśmiechy, radości nagle zgasły…
Dzisiaj przeżyłem takie wyłączenie lampy. Potwornie się bałem, bo nie wiedziałem czy lampa, w ogóle się zapali. W oczekiwaniu przyzwyczaiłem się do ciemności, a ta otuliła mnie niepewnością. Gdy po jakiejś chwili lampa się sama zapaliła, poczułem, że jej promień jest silniejszy i cieplejszy. Ktoś powie, że to kwestia przyzwyczajenia do ciemności i każde pojawienie się światła jest szokiem. Ja jednak mam na to inna teorię, mogę to przyrównać do latarni morskiej, która mrugając daje nam właściwy kierunek.
Zawsze uważałam, że lepiej zakładać gorszą wersję wydarzeń, aby się w razie co za bardzo nie rozczarować, a gdy będzie inaczej niż zakładaliśmy, to zawsze dobrze jest się pozytywnie zdziwić. To mniej bolesne podejście.
Bynajmniej niczego nie sugeruję.
Zawsze zazdrościłam ludziom optymizmu, którego mi brakuje…
Ja zawsze w swoim życiu wyznawałem zasadę, że lepiej się miło rozczarować. Od niedawna zmieniłem podejście, mam w sobie dużo optymizmu i to zaczyna działać, lepiej jak oczekiwanie na coś… Sam “podkręcam” swoje szczeście!
Pani Basiu, dzięki za uznanie, od osoby mającej dużo wspólnego z pisaniem. Ten blog to taka odskocznia od dysków, ale w zasadzie jest to mój programator. Programuję w nim swoją przyszłość, a wszystko się spełnia. Jestem bardzo szczęśliwy bo poznałem NIEBO
Może i latarnia morska wskazuje właściwy kierunek, ale zawsze pozostaje niebezpieczeństwo, że na naszej drodze są skały, o które możemy się rozbić…
Ciekawy jestem czy kiedykowiek usłyszę coś pozytywnego? Jak dotąd u Pani zazwyczaj wszystko na nie i w czarnych barwach
Zdrowy sceptycyzm.
Zawsze uważałam, że lepiej zakładać gorszą wersję wydarzeń, aby się w razie co za bardzo nie rozczarować, a gdy będzie inaczej niż zakładaliśmy, to zawsze dobrze jest się pozytywnie zdziwić. To mniej bolesne podejście.
Bynajmniej niczego nie sugeruję.
Zawsze zazdrościłam ludziom optymizmu, którego mi brakuje…
Ja zawsze w swoim życiu wyznawałem zasadę, że lepiej się miło rozczarować. Od niedawna zmieniłem podejście, mam w sobie dużo optymizmu i to zaczyna działać, lepiej jak oczekiwanie na coś… Sam “podkręcam” swoje szczeście!
Cieszę się. I życzę aby tego szczęścia było jak najwięcej!
Nie może być inaczej proszę Pani
O kurczę, nie znałam Pana z tej strony.
Piękny wpis, i bardzo klimatyczny.
Boi się Pan ciemności?
Pani Basiu, dzięki za uznanie, od osoby mającej dużo wspólnego z pisaniem. Ten blog to taka odskocznia od dysków, ale w zasadzie jest to mój programator. Programuję w nim swoją przyszłość, a wszystko się spełnia. Jestem bardzo szczęśliwy bo poznałem NIEBO
Fajny ten nowy wordpress 2.7