Gazetowa parasolnia
Napełniam wodą wyschnięte pola moich myśli.
Rozmawialiśmy przez telefon. Mijały minuty, kwadranse, a każde z nas wstawiało swoje lanse. W pewnym momencie zeszło się na gazety z całego regionu, kraju i świata, nawet kosmosu. Parsknięciom nie było końca, jaka to miała być wiadomość bieżąca…?
W nocy przyśniła mi się plaża, siedzieliśmy obok siebie, a na horyzoncie błękitnego nieba było nieznośne słońce. Pomyślałem, że będzie jej za gorąco, ale nie miałem żadnego parasola przeciwsłonecznego. Ku mojemu zdziwieniu na niebie zaczęły się zbierać miliony gazet, jak miniaturowe latawce. Po jakiejś chwili bladość słońca stała na tyle znośna, że można było się rozejrzeć po okolicy. Ona zasnęła z głowa na moich kolanach, a ja trzymałem JĄ jedną ręką, aby nie wypadła z naszych leżaków, a drugą machałem bezwiednie dosięgając mokrego piasku. Za chwilę dobiegły mnie jakieś krzyki i zamieszanie. Na plaży pojawili się jacyś wojownicy o zieleń, podskakujący tak jakby chcieli złapać te gazety, takimi balonowymi rękawiczkami. Na szczęście zajęli się nimi rytmiczni rapernicy i za chwilę był spokój. Popatrzyłem na niebo – z gazet utworzył się napis „Suczz on de Beach”. Popatrzyłem na NIĄ – spała w najlepsze. Zapytałem szeptem:
- widziałaś to ?
- z uśmiechem na twarzy i nie otwierając oczu, pokiwała znacząco na tak.
+++
OutKast The Way You Move
Polecane:
Podobne wpisy:

Szkoda, że nie można wkleić oryginalnego video z YouTube – wszędzie jest wyłączone na żądanie.
Zachód słońca nad wodą… a obok ta osoba… echh…
@RenifeR, ahh… czasem takie sytucje są całkiem realne
I wody brak. I tej osoby też brak… Nie w moim przypadku jest to realne.
Nie powiem nic rewelacyjnego, ale jak czegoś brak to trzeba szukać, czasem dopiero po 30 razie się znajdzie
Nic na siłę. Może samo znajdzie?
Tak by było najlepiej…
Ale czasem trzeba losowi pomóc, aby nie narzekać
Znając swoje szczęście i tak coś spieprzę. Wolę pozostawić to samemu sobie. Zdarzy się to co ma być…
Nie mów o szczęściu, trzeba zmienić myślenie. Ja się troche przeprogramowałem i nawet jak coś się nie uda, to się z tego cieszę. Lepiej wcześniej się dowiedzieć niż poźniej. Druga sprawa nie trzeba się angażowac na początku bardzo, bo wtedy zawężasz sobie horyzont i nic poza drugą osobą wydaje ci się niemożliwe. Znam to z własnego doświadczenia
Z tym angażowaniem się zawsze miałam problem. Chociaż sama nie wiem jak to do końca jest. Zachowuję dystans do wszystkiego, tylko bywa, że nie wiem w którym miejscu się on kończy, czy tuż przede mną czy na drugim krańcu świata…
Dzięki za rady.
No tak to jest jak cieńka niewidzialna linia, angazowanie się… Co by nie gadać trzeba walczyć o swoje, a jednocześnie nie dać się wkręcić w coś nieodpowieniego i patrzeć na ludzi obok, którzy mogą zaszkodzić świadomie bądź nieświadomie
Zmartwychwstalam!
Oj suczz, wokół mnie zawsze zachodziły paranormalne zjawiska, ale to twoje zmartwychstanie jest jakieś dziwne
Zrobiłem się jak Tomasz niedowiarek – jeśli nie zobaczę, albo nie dotknę, czy tam… palca, znacie ten opis haha, to nie uwierzę