Przylot
Twoje miejsce jest tu, gdzie zgubiła się Twoja świadomość.
Wznosiłem się coraz wyżej. Wata z chmur stawała się taką pierzyną okalająca ziemię. Pozbawiony emocji i innych ziemskich nawyków, wznosiłem się jak bańka powietrza z dna oceanu do góry. Nie miałem żadnych potrzeb, nie czułem nic. Moje zmysły wykruszyły się jak, niechciane już rakiety, wznoszące na orbitę statek kosmiczny. Zostałem sam ze sobą w niesamowitym spokoju. Byłem jak niemy, który oczami słyszy co świat do niego mówi.
Za jakiś czas, gdy kulki naszego układu słonecznego zrobiły się bardzo małe, coś wstrząsnęło moją świadomością. Odczułem raptowne przyspieszenie, a obraz zaczął jakoś dziwnie drgać. Ten stan przypominał mi trochę moment rozpędzania się samolotu, gdzie wszystko drga i jest duże przyspieszenie. Za chwilę wszystko się uspokoiło, można to porównać do momentu, jak samolot nabierze już jakiegoś pułapu i słychać w głośnikach charakterystyczne plum, a potem pilot coś tam sobie do nas gada.
Zobaczyłem ogromny stożek zbudowany jakby z milionów półprzeźroczystych pasków. Ta ogromna figura nie miała dna. Moja świadomość została wciągnięta od dołu, wtedy w środku otuliło mnie bardzo ciepłe światło i zacząłem przemieszczać się wokół przy wewnętrznych ścianach tej budowli. Całość kształtem przypominała dużą pokojową lampę, na długim stojaku, z którego za chwilę wysypała się chmura wielokolorowych i szybko wirujących wokół własnej osi wałków, każdy w innym kolorze. Kiedy przelatywały prze ze mnie, obraz tego co widziałem był jakby kontrastem koloru, który mnie obejmował na chwilę. Każde takie spotkanie, było jak strzał w moją świadomość, ja unosiłem się spiralnie do góry, a setki tych wirujących kształtów strzelało we mnie. Jedynie co widziałem, to JEJ zdjęcie wigilijne, które nie chciało wymazać się z mojej pamięci. Efekt tego był coraz szybszy, wręcz stroboskopowy, zdjęcie stawało się jakby coraz starsze i postrzępione na bokach. W końcu zostałem wypluty z tej budowli, jak kichnięcie wulkanu, przed spodziewaną erupcją. Ze zdjęcia została mi JEJ cała sylwetka i poczułem się szczęśliwy.
+++
Decymy Natalia Kukulska
Polecane:
Podobne wpisy:

Czy znowu za długie?
nie, nie – zaspałam ;P
Zaspałaś przy czytaniu?